Pokazywanie postów oznaczonych etykietą San Sebastián. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą San Sebastián. Pokaż wszystkie posty

25 kwietnia 2014

Pascua 2014 (zaległość z polskim akcentem)

Tegoroczna Wielkanoc znowu poza Polską. Odpowiada mi to.
Jak wygląda Wielkanoc w północnej Hiszpanii? Głównym motywem są vacaciones de la Semana Santa - 2 tygodnie wolnego od szkoły, ale niektóre sklepy / bary też się przyłączają (w tygodniu poświątecznym). W Wielkim Tygodniu dniami wolnymi od pracy są czwartek i piątek, potem bardzo aktywna (handlowo, bo ze święconym się nie idzie) Wielka Sobota i znowu wolne aż do wtorku. Wolne, ale nie dla wszystkich: kawiarnie / piekarnie / cukiernie były otwarte cały czas.
W Sanse nie organizuje się ulicznych procesji wielkopiątkowych, takich, jak bywają w Andaluzji - wybrałyśmy się tylko z Mamą na uliczne przedstawienie. Przyszło na nie ze 200 osób, głównie vecinos de la parroquia. Było wprawdzie amatorsko, ale ciekawie wykorzystano przestrzeń uliczną na potrzeby spektaklu.
UZUPEŁNIENIE. Zapomniałam! Na koniec inscenizacji zaintonowano pieśń Victoria, tú reinarás (Zwycięstwo, Ty zakrólujesztutaj można posłuchać). Długo nie mogłyśmy z Mamą skojarzyć, skąd znamy tę melodię...... W końcu - oświecenie i wielkie zaskoczenie.
Następne dni były już dla nas głównie spacerowe. Mama wspięła się na wyżyny kulinarne sałatką nicejską, oprócz której jadłyśmy lokalne ciasta: tartę czekoladową (pastel de chocolate) i budyniową z galaretką.


Wielkanocna przejażdżka - Hondarribi. Po drugiej stronie zatoczki jest już Francja:
©©ovana

22 kwietnia 2014

parkuj gdzie indziej

Najbardziej w Donosti nie podoba mi się strefa płatnego parkowania i długotrwały, silny deszcz. Dziś o tej pierwszej, bo deszcz w końcu przestaje padać.
Strefa płatnego parkowania w SS jest duża i skomplikowana. Jest podzielona na cztery obszary kolorystyczne, one z kolei dzielą się na mniejsze, istnieją też zony specjalne, zony zimowe/letnie, ograniczenia czasu parkowania od 15 minut (!) do 9 godzin, ulice w ramach strefy zarezerwowane wyłącznie dla mieszkańców... ¡Jo...er!
Mieszkam w Amara - czerwona kropka w prawej dolnej ćwiartce mapy (jak ją kliknąć, to się powiększy). Płatne parkowanie obowiązuje w godzinach 9-13 i 15-20 (z wariantami). 0.90 euro za godzinę, 1.44 euro za trzy godziny. Niby jest gdzie przeparkować - na mapie wydaje się, że niedaleko do stref wolnych. Ale to złudzenie. Jeśli pójść na północ, za rzekę - zamknięty teren kampusu uniwersyteckiego. Na zachód, za tory Euskotren - wzdłuż ulicy ciągną się pachołki albo wyrasta górka bez alejek dla samochodów. Na południe - tereny wokół autostrady, brak możliwości wjazdu autem. Najlepiej rokuje wschód - wprawdzie trzeba wdrapać się na górkę, ale uliczki położonego na niej osiedla domków jednorodzinnych dają pewną nadzieję...
Oczywiście wiem, że wyrażam tutaj swój partykularyzm, że nie rozumiem, że dzięki parkometrom budżet miasta pęcznieje. Naprawdę, nie muszę widzieć zaparkowanego samochodu z okna. Ale jako tymczasowy przyjezdny bez możliwości zameldowania czuję się trochę jak dojna krowa w potrzasku.
Za to klękam przed tutejszymi podziemnymi parkingami - na przykład pod chodnikiem wokół tzw. nowej katedry albo po prostu pod osiedlowym podwórkiem. Podobają mi się też parkingi dla motocykli (chyba bezpłatne). Wyrażam zgodę, żeby jedne i drugie zrobili w Wawie na Muranowie.

5 kwietnia 2014

Donostia idzie na mecz

Wracałyśmy z ML ze spaceru. Było ok. 19. Naszą uwagę zwróciły najpierw autobusy z napisem Especial (specjalny) zaparkowane w centrum, potem tłum zmierzający chodnikiem w jednym kierunku. Tłum różnorodny wiekiem i płcią, za to w barwach biało-niebieskich...
0:4 Real Sociedad - Real Madryt na stadionie Anoeta w Donostii.
©©ovana

28 marca 2014

port w San Sebastián

Port składa się z kilkunastu malutkich domków (na dole knajpki), przystani dla jachtów i osobnej dla kutrów. Na wodach zatoki widziałam: pływających siłą własnych mięśni, kajaki, deski surfingowe solo, z żaglem lub wiosłem, ponton rekreacyjny, motorówkę, kuter rybacki. Na samym cyplu - małe delfinarium. W sezonie na wyspę Świętej Klary jeździ prom. Przyjemna odmiana dla elegancji i wielkomiejskości miasta.
Wyspa Świętej Klary, w tle góra - Monte Igeldo, widziane z portu:
Magazyn rybacki:
Wyjście z zatoki Bahía de la Concha na otwarty ocean:
©©ovana

27 marca 2014

psy i bary w Donostii

Po miesiącu pobytu mogę pokusić się o pewne uogólnienia. Aż nie wiem, od czego zacząć. Może od tego, czego najczęściej doświadczam, czyli prawie przy każdym spacerze z psami. Jest ich dwa, na ulicy jeden się boi i ciągnie do przodu, drugi chce wszystko obwąchać i zostaje z tyłu. Skutek: osiągamy długość kilku metrów albo zaplątujemy się komuś pod nogi. Jestem przygotowana na awanturę i pierwsza zaczynam przepraszać, a tymczasem nigdy nikt nic, nawet pan, któremu pies dosłownie skrępował nogi smyczą. Co więcej, ludzie wszczynają rozmowy o tym, jak to jest zajmować się psami, obserwują je i nawiązują do ich zachowania. W ogóle przez miesiąc pobytu nie zanotowałam, żeby ktoś się gdzieś kłócił. Tutaj ludzie sobie nawzajem nie przeszkadzają...
A nawet się potrzebują, sądząc po licznej klienteli barów i kawiarni praktycznie przez cały dzień. Po obu stronach drzwi do "klatki" mam piekarnio-kawiarnie, dalej jest ciekawy bar, bo zamykany chyba już o zmroku, za rogiem kolejne trzy czy cztery, i tak dalej... W porze lunchu pod markizami siedzą, stoją i rozmawiają ludzie w różnym wieku, z kieliszkiem wina, wokół talerza wędlin czy innych pyszności. I tak do wieczora, ale wcale nie przez całą noc. Bar jest miejscem interakcji w ciągu dnia, nie lokalem na nocne rozmowy.
Ludzi tego samego "typu", co w barach (może nieco starszych wiekiem), można spotkać na koncertach w tutejszej pięknej auli symfonicznej Kursaal. Aula od wewnątrz przypomina mi wnętrze statku: jest wykonana w drewnie w surowym stylu, bez ozdób, trochę ciemnawa. Widownia pełna. Rzadko która kobieta jest w spódnicy, rzadko która na obcasach. Sanktuarium sztuki wytrzymuje obecność widowni w polarach, sportowych butach, flanelowych koszulach, o dżinsach nie wspominając. Ten luz mi odpowiada. Tak, są i kaszle w przerwach między częściami utworu (na koncertach w Polsce też okazuje się, że połowa widowni to gruźlicy :) i komórki grające w trakcie występu.

16 marca 2014

w minioną niedzielę...

...na pobliskim stadionie odbył się mecz. 1 do 0 wygrali gospodarze, Real Sociedad Donostia, szóste miejsce w ligowej tabeli, kolory: biały i niebieski. Przegrani: Valencia. Cztery godziny przed meczem okolice stadionu wyglądały tak:
Korzystając z pięknej pogody, rozejrzałam się po okolicy. W miejscowości Hernani ciągi pieszo-rowerowe są szersze od samych ulic:
Ta tabliczka (napis w języku baskijskim) streszcza cel mojego pobytu w Donostii. A sam baskijski (euskera) polega na tym, żeby zawrzeć w zdaniu jak najwięcej liter "r":
Lokalne graffiti. Kraj Basków to kraj czarownic:
In spite of the crisis, the Basques make ends meet:
Mój tutejszy rower i góra Adarra:
©©ovana

6 marca 2014

zła pogoda

Wysokie fale, gwałtowny wicher i deszcz. Zamknięte nabrzeże i mosty. Psy piszczące w nocy pod drzwiami sypialni ;) . Zniszczenia szacowane na ponad 6 milionów euro (w samej Donostii). Tak było od niedzieli do czwartku, kiedy szalał el temporal.

1 marca 2014

karnawał jak w Brazylii...

Mimo rzęsistego deszczu i chłodu, sobotnio-wieczorna parada karnawałowa ulicami San Sebastián odbyła się. Jak w Brazylii, ulicami w rytm muzyki (głównie pop - trochę szkoda, że nie muzyka baskijska, delikatna i "pasterska") szli tancerze reprezentujący różne grupy (comparsas), poprzedzając platformę ciągniętą przez samochód z głośnikami. Każda comparsa miała spójną konwencję strojów. Niezwykłe zaangażowanie!

Rio de Janeiro:
Klasycyzm:
 
 Batman i integracja:
 Miasto Złych:
 
 
Rolnicy:
 
 Londyn:
 Rzeka Urumea nocą:
©©ovana

23 lutego 2014

Agur Varsovia, kaixo Donostia-San Sebastián!

To jest początek relacji z pet-sittingu w San Sebastián. Początek samego pet-sittingu miał miejsce w zeszłym roku, kiedy mieszkająca tam znajoma zaproponowała mi przyjazd w celu opieki nad dwoma psami na czas swojej ponad 2-miesięcznej nieobecności. I jestem.

Tak wyglądała WAW przy odlocie o wschodzie słońca:
Tak wyglądał Dreamliner na płycie lotniska we Frankfurcie:
A ta tablica w językach baskijskim, angielskim i hiszpańskim kieruje na postój autobusów na lotnisku w Bilbao (Bilbo):
©©ovana