Jakie wymyślić słowa dla ciebie gdy nie ma słów?
Jakie odnaleźć znaki na niebie pochmurnym już?
(Ewa Lipska, muz. Grzegorz Turnau)
22 czerwca 2017
22 maja 2017
4 dni we Wrocławiu
To był udany wyjazd.
1. Trasa stolyca-Wrocław zajęła w tamtą stronę 4h (z godzinnym postojem), z powrotem - trochę ponad 3h (bez postoju). Postój na MOP-ie (w urzędniczej nowomowie: Miejsce Obsługi Pasażerów!) ciekawy dla dziecka: był plac zabaw, pompa z pitną wodą, altanki do pojedzenia. Nie było przewijaka w toaletach.
©©ovana
2. Nocleg tutaj sympatyczny. Miejsce blisko Ostrowa Tumskiego, przyjazne dzieciom: dzieciaci landlordowie, pudło zabawek, malowidła na ścianach, fotelik do jedzenia (dość niewygodny). Brak windy (wysokie drugie piętro po pięknych ażurowych schodach), mały stolik w dobrze poza tym wyposażonej kuchni. W pobliżu market i to miejsce z pyszną lemoniadą, zupą ogórkową (na mięsie) i oryginalnym sosem do schabu (tego dnia nie mieli opcji dla wegetarian, za to dla dzieci były kolczaste klocki).
3. Pierwszy upalny dzień tej wiosny mieliśmy bardzo aktywny. Rano kontrola lekarska w pobliskiej Galerii i szybkie zakupy dla dużych. Mi wykrzykuje na widok każdego "miejskiego ciuciu". Potem rejs statkiem po Odrze z Przystani Kardynalskiej do ZOO i z powrotem (bardzo wygodne rozwiązanie z biletem całodniowym). Mi zaciekawiona nowym środkiem transportu, a rejs trwał w sam raz tyle, żeby się nie znudzić. W ZOO "apy" (szympansy) i "cicie" (lemury), a po drzemce foki. Obiad lepiej przynieść ze sobą albo zjeść gdzie indziej, bo na terenie ZOO są tylko restauracje serwujące "tradycyjną kuchnię polską": frytki z surówką (dla wegetarian), a w zestawie obiadowym ze schabowym/kiełbasą/kaszanką. Na koniec dnia sandałki dla Mi - wybrała takie, które łatwo jej było założyć.
4. Drugiego dnia 10 stopni zimniej. Próba zdobycia Ślęży czerwonym szlakiem z Sobótki zakończona częściowym sukcesem, bo Mi podobało się w nosidle tylko przez 20 minut, do momentu wejścia na leśną ścieżkę. Może jest jeszcze za mała na góry. Szczyt zdobyła mama.
Szlak do pokonania przez starsze dzieci. Zaczyna się przy przystanku PKS w Sobótce, jest średnio stromy, w górnej części po kamieniach, ok. 1,5 godziny podejścia, w dół godzina. Najszybszym, ale i najbardziej stromym szlakiem na Ślężę jest ten z Przełęczy Tąpadła (ok. 30 min. w górę). Według map szlak żółty idzie przez Wieżycę (tam schronisko) i jest niewiele dłuższy (w dół o ok. 20 min.)
Może Ślęża będzie pierwszą górą Milenki? Na razie uczymy się iść razem w kierunku zamierzonym przez rodziców.
5. Ostatniego dnia odwiedziliśmy Dworzec Główny i przespacerowaliśmy się ulicą Kołłątaja. Inne kolejkowe atrakcje zostały na następną wizytę. Zakończyliśmy rodzinnym obiadem w makaroniarni (fotelik dla dzieci, brak przewijaka).
30 kwietnia 2017
wolność dzięki dziecku
Dziś stworzyłam niebo. Przyklejałam gwiazdki na suficie pokoju Mi i czułam się trochę jak stwórca, wymyślając układ gwiazd.
Da się dojść do takiego etapu (wolności? kreatywności?) innymi drogami. Niektórzy tacy po prostu są. Ja zaczynam być dzięki dziecku.
23 kwietnia 2017
22:30
Ostatnio kilkakrotnie już zdarzyło się, że mniej więcej o tej porze (czyli po pierwszym cyklu snu) zaczęła dawać o sobie znać jakaś choroba Mimi. Ale mam szerszą refleksję: nawet jeśli przesypia noc, ale widać/słychać, że gorzej śpi (stęka, pojękuje, wierci się), to raczej jest to zwiastun choroby. A jest taki wyrazisty, bo zwykle Mimi "odrabia" swoje noce. Kolejny raz cieszę się, że ją tego nauczyliśmy.
14 kwietnia 2017
obniżenie terenu
Hoy me he dado cuenta: no hay nadie que me quiera sin condiciones, como yo la quiero a Mi. Me siento tan sola, abandonada, inútil. Me siento muerta.
13 kwietnia 2017
po pierwsze: nie szkodzić?
Lekarz pediatra (Falck na Sapieżyńskiej w Warszawie, całodobowy dyżur w ramach NFZ) zapisał Mi antybiotyk na... alergię po antybiotyku. Postawił błędną diagnozę: szkarlatyna (po 7 dniach na antybiotyku nie miała szans się rozwinąć). Powiedział, że podanie antybiotyku będzie mniejszym złem niż niepodanie go, a probiotyk uzupełni niedobory flory bakteryjnej.
Skutki mniejszego zła:
1. nie pojechaliśmy na fajną imprezę rodzinną, żeby nie pozarażać.
2. nie wysłaliśmy Mi na zajęcia w tygodniu i izolowaliśmy ją od dzieci na ulicy, żeby nie pozarażać (choć 24 godziny po podaniu antybiotyku chory na szkarlatynę nie zaraża).
3. niania odmówiła przyjścia do pracy, żeby się nie zarazić (choć 24 godziny po podaniu, itd... Z zachowaniem skali, zadziałał tu mechanizm taki jak przy strachu przed chorymi na AIDS). Musieliśmy przearanżować nasz grafik pracowy, mniej zarobiliśmy i przetestowaliśmy nianię w sytuacji specjalnej (wynik testu: SUSPENDED).
4. zaognienie w okolicach intymnych Mi spowodowane wycięciem w pień tamtejszych naturalnych bakterii. Aż kiepsko spała w nocy z tego powodu.
5. jedna wizyta u lekarza więcej, czyli jeden silny stres więcej dla Mi. Na wizycie korekta diagnozy, odstawienie drugiego antybiotyku i zapisanie leku antyalergicznego.
6. w sumie Mi 11 dni na antybiotykach zamiast 7.
Przy pierwszej infekcji inny lekarz Falck też postawił diagnozę "na wyrost". Można go usprawiedliwiać o tyle, że nie miał do dyspozycji narzędzi diagnostycznych (rentgen, badanie białka CR-aktywnego), których użyto na ostrym dyżurze i odesłano Mi do domu, zamiast na szpitalne łóżko. Zresztą o te dodatkowe badania też w szpitalu trzeba było zawalczyć.
Dlaczego lekarze zapisują leki, zanim sprawdzą, na co chory jest pacjent? Dlaczego wolą zamknąć go w szpitalu, choć nawet dla dorosłego to nieprzyjemna sprawa, a co dopiero dla małego dziecka (i jego rodziców, którzy - bywa - trafiają na szpitalną podłogę bez jedzenia)? Czy to niefortunny zbieg okoliczności, że dwaj lekarze z Falck postawili błędne diagnozy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



